MaLuSzEk 126p

Popularny "maluch" przestaje być rodzinnym autem, zaczyna znikać z polskich dróg. Cieszy się natomiast coraz większym wzięciem wśród... kolekcjonerów.

Dowiedziałem się tego, kiedy niechcący podsłuchałem jego rozmowę telefoniczną z ukochaną z Anglii. Wtedy usłyszałem, jak w kilku pierwszych zdaniach rozmowy mówi jej z wypiekami na twarzy, że on już jeździł Maluchem, tym polskim Mini... Uświadomił mi właśnie to, że Fiat 126p jest samochodem niebanalnym, wyjątkowym i powoli staje się legendą. Kiedy zestawiłem sobie jego słowa z tym, co użytkownicy Fiata 126 z tym autem 'wyczyniają', zrozumiałem, że ten samochód jest fenomenem... i postanowiłem ten fenomen opisać... fenomen 126p. Fiat 126p jest bowiem samochodem tysiąca możliwości. Jest legendą, tyle tylko, że nie zdajemy sobie do końca z tego sprawy.

Według zamierzeń Edwarda Gierka Fiat 126p miał być głównym środkiem transportu rodzin. Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Trzeba przyznać, że cel został osiągnięty, choć oczywiście nie od razu. Po wprowadzeniu do sprzedaży w Polsce w 1973 r. auto nie było dostępne dla przeciętnego Kowalskiego - by stać się jego właścicielem, trzeba było mieć przydział, talon, książeczkę samochodową lub namiastkę prawdziwych pieniędzy zwaną bonami towarowymi. Od ręki można je było takrze kupić na giełdzie - za astronomiczne pieniądze. Jednak już na przełomie lat 80. i 90. Fiaty 126p stały się powszechnie dostępne.

Łezka w oku O zaletach i wadach tego małego auta niejeden polski kierowca mógłby napisać książkę. Pomimo ze bagażnik miał pojemnosć 100 l, Polacy baz żadnych kompleksów i obaw przejeżdzali Fiatami 126p Europę wzdłuż i wszerz. Namioty, materace, kuchenki turystyczne, koce, ubrania na dwa tygodnie, dwoje dzieci i pies. Wszystko się mieściło, a podróż do Bułgarii czy Grecji nie stanowiła większego problemu. Atutem małego wnętrze samochodu jest to, że kierowca może przetrzeć szmatką wszystkie szyby, włącznie z tylna, nie ruszając się z fotela. To nie jest bez znaczenia, biorąc pod uwagę słabą wentylację przedziału pasażerskiego, która skutkuje nieustannym parowaniem szyb. Trudno ocenić wygodę foteli. Wiadomo, w mikroskopijnym wręcz wnętrzu nie było miejsca na obszerne, wygodne fotele. Na tylnej kanapie zmieszczą się albo dzieci, albo zakupy. Kokpit jest prosty, ale przejrzysty. Może rozmieszczenie poszczególnych przycisków w pierwszych wersjach nie było dokładnie przemyślane, ale wszystko znajduje się w zasięgu ręki kierowcy. Nawet korbka do otwierania szyby w drzwiach pasażera. Z lepiej uporządkowanego kokpitu mogą się cieszyć posiadacze nowszych wersji wyprodukowanych po 1994 r. Materiały wykończeniowe wnętrza, pomimo że tanie, okazały się w miarę trwałe.